Walczmy z marazmem – Pół roku po urlopie: Teneryfa

with Brak komentarzy

 

Sezon urlopowy właśnie się kończy, więc wpisze się w obecny trend hasztagów wakacyjnych. Może dosyć nietypowo, ponieważ zdjęcia pochodzą z…. kwietnia. Cóż jakoś to tak u mnie wygląda, że jeśli nikt mi na głowie nie wisi lub też nie przykłada spustu migawki do głowy, zdjęcia muszą trochę odleżeć. Jakoś nie mam siły siadać do nich zaraz po zrobieniu, zawsze tak miałem i wydaje mi się, że może być to pokłosiem fotografii analogowej. Jednak proces wywoływania – wkładania rolek od koreksu, wywoływania. a później przygotowywania odbitek w wilgotnej, dusznej i (cholera jasna!) ciasnej, łazience – nie napawał do śpieszenia się z każdą naświetloną rolką filmu. Teraz można przeczytać u niektórych twórców, o tym „magicznym procesie” same superlatywy, niestety koledzy nie robili tego chyba nigdy z przymusu. Teneryfa  

Polecam każdemu kto nie musi jeszcze wpisywać się w szaleństwo wakacyjne, razem z dzieciatymi, w dwa miesiące w roku. Byłem pod koniec kwietnia i pogoda była świetna – w dzień 28-30 stopni, w nocy 18 stopni. Ocean o temperaturze ciepłego Bałtyku, około 20 stopni Celsjusza. Bajka. Ceny wyjazdu z lastminuta można dorwać prawie za pół ceny wakacji nad naszym pięknym ale polskim morzem. Złośliwość celowa, ponieważ nienawidzę jarmarcznej strony naszego wybrzeża, a jechać muszę nad nie tyle samo co leciałem samolotem. Więc znowu – bajka. Widoki? Bajka:

Los Gigantes
Widok z okna, codziennie

Wyspa jest najbardziej zróżnicowanym kawałkiem lądu jaki widziałem w swoim życiu. Powstała z erupcji wulkanu, więc pokryta jest praktycznie w całości magmowymi kamieniami, dodatkowo piasek na plażach jest koloru czarnego. Jest to bardzo ciekawe uczucie, gdy patrzy się na swoje nogi wyglądające jak wybrudzone błotem, a to tylko suchy piasek. Ma to oczywiście swoje minusy – bez klapek/sandałów w środku dnia po takiej plaży się nie przejdzie, chyba, że mistrz Mijagi nauczył wędrować po rozgrzanych węglach 🙂  

Czarne stopy (nie moje)

  Poza oceanem, wyspa gwarantuje wyprawę w góry. Przyrost wysokości w zależności od odległości od brzegu jest imponujący i już po krótkiej wspinaczce motoryzacyjnej można znaleźć się ponad chmurami:  

 

Ponieważ na środku lądu znajduje się wciąż aktywny wulkan Teide, wysokość 3718 m n.p.m.  

 

 

 

Chętne tam wrócę. Kończąc mój żałosny wywód, mający na celu odwrócenie uwagi od słabych zdjęć, przyznam, że oglądanie zdjęć z urlopu zwiększa potrzebę wybrania się na kolejny. Życie.

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone